Pobudka o 4 rano, wyjazd około 4:45, nie udało się wczoraj, to dzisiaj jedziemy do Alei Baobabów, wyjeżdżamy z Morondavy, potem w lewo nieasfaltową drogą. Wczoraj ten kawałem zajął nam 15 minut, ale dzisiaj jedziemy już busem a nie terenówką, więc jest trochę wolniej. Na miejscu jesteśmy przed wschodem słońca, jeszcze jest ciemno, cicho, nikogo nie ma. Ale zaraz pojawiają się dzieciaki, proszą o kasę, pokazują kameleona, generalnie zawracają gitarę. Słońce wstaje, jest pięknie, robimy zdjęcia, w międzyczasie rozłożyły się jakieś stragany, kupujemy palisandrowe baobaby. Warto było tu podjechać.
Ruszamy, po drodze śniadanie w jakiejś wiosce, kawa i pyszne ryżowe podpłomyki, które bierzemy nawet na wynos. Ceny malgaskie: syte śniadanie dla trzech osób - 6zł.
Do Tany mamy jakieś 12h godzin, można było samolotem, ale jakoś za drogo kosztowało.
W południe jesteśmy w Miandrivazo, krótki postój na lunch i tutaj pierwszy raz widzę telewizor. Naprawdę. Lecą na nim malgaskie teledyski.
Jedziemy dalej, droga słabiutka, niby asfalt, ale strasznie dziurawy, gdzieś po drodze zatrzymuje nas policja, przyczepia się do opony, musimy odwiedzić wulkanizatora. Dobrze, że jest takowy. Przed szóstą jesteśmy w Antsirabe. Dzwonię do Tripsty, bo oczywiście nikt nie odpowiedział na moich kilka maili. Lubię ich, nie ma co, w sumie z oczekiwaniem na operatora rozmowa trwa grubo ponad dwadzieścia minut, a każda minuta to 10zł. Pani ze mną przy uchu zapoznaje się z korespondencją, przeprasza, że nikt się nie odezwał i obiecuje zająć się sprawą. Podaję lot, który mnie interesuje. Pani obiecuje, że skontaktuje się z Air Seychelles i spróbuje przebukować mój lot. Rozbraja mnie tekstem, że mój lot został „przeniesiony” na inną datę, ja jednak obstaję przy tym, że został odwołany, bo przenieść to można o kilka godzin a nie o sześć dni. Składa obietnicę, że jeszcze dziś odezwie się do mnie, maksymalnie w ciągu dwóch godzin, telefonicznie bądź mailowo. Wolę tą drugą opcję, bo zasięg raz jest, raz go nie ma.
Droga ciągnie się niemiłosiernie, jest już ciemno, warunki oczywiście paskudne, dziury, itd. W pewnym momencie zablokowana droga, wypadek, na wąskim mostku, których jest tu bez liku zderzyły się dwa samochody, osobowy i terenówka. Siła uderzenia musiała być duża, terenówka jest kilka metrów niżej w rzece, do góry nogami. Ofiar całe szczęście nie ma, dookoła tłum gapiów. Zanim droga jest przejezdna, znowu mija z godzinka.
W końcu, o 23-iej jesteśmy w hotelu w Tanie, my trochę pospaliśmy, ale kierowca spędził prawie 18h za kółkiem i ledwo zipie.
Kontaktu ze strony Tripsty oczywiście brak. Nauczka na przyszłość: NIE KUPOWAĆ BILETÓW PRZEZ POŚREDNIKA. Pośrednik mnie ewidentnie olewa i jesteśmy trochę w dupie. Chyba jedyne co nam pozostaje, to kupić jakieś bilety samemu, nie czekając na przebukowanie i potem walczyć o swoje. W międzyczasie napisałem też bezpośrednio do Air Seychelles, ale również cisza.
Hotel Moonlight raczej mizerny, ale jest wifi i ciepła woda, zawsze jakiś plus.